środa, 11 czerwca 2008
Dzień Dziecka
Patrycja Helenka przyszła na swiat w Dzień Dziecka o 16.15 jako duże i silne dziecko - 10 Apgarów... i wszyscy mówią, że cały tatuś;-) ale łatwo nie było, chociaż zaczeło się dosyć zabawnie;-) w sobotę połozyłam się spać o 23.30, na nadzielę bylismy umówieni ze znajomymi na pizzę... a o 00.30 przekręcając się z boku na bok... poczułam ze nie mam zwieraczy;-) powiedziałam do męża, że wody mi odchodzą, a on żebym sobie nie żartowała i dała spać;-)... no a potem wylała się ze mnie Niagara - na szczęscie nie do łozka;-) spokojnie pojechalismy do szpitala- po drodze zdązyłam powysyłać wszystkim smsy ze rodzę... nie bałam się porodu bo byłam pewna że bedzie w miarę lekki i szybki... bałam się tylko czy mnie przyjma w szpitalu, gdyż w weekend wiadomo- tylko dyzurna obsada a tu w dodatku babyboom... w szpitalu były pustki - jedna rodząca przede mną... badanie, usg... i patologia bo dziecko gotowe, wody odeszły, a rozwarcia niet... koło 3 nad ranem zaczeły sie pierwsze bóle - jeszcze takie które mozna rozchodzić... po 8 zaproszono mnie do sali porodowej - szybki telefon do męza zeby się zbierał... piłki, linki, drabinki - luzik... ale z biegiem czasu przestało to mieć znaczenie... zaczeły się bóle krzyzowe... każdy coraz bardziej dający w dupę ( własciwie w dosłownym tego słowa znaczeniu)... chwilowa ulgę przynosił ciepły prysznic i dłonie męza... az zaczełam ryczeć jak ranny łoś... niestety rozwarci postępowało bardzo słabo, za to ból bardzo szybko... w ostatnich godzinach mogłam tylko leżeć na podłodze z tyłkiem w górze i głowie na piłce czy worku sako... były momenty że płakałam, że juz umieram, że nie wytrzymam, że Pm ma mnie natychmiast przewieść do inengo szpitala na cesarkę... decyzję o oksytocynie przyjełam jak zbawienie chociaz bole nasiliły się po niej co najmniej 5 razy to przynajniej akcja ruszyła do przodu... szkoda tylko ze nie dostałam jej wczesniej... w pewnym momencie zaczełam krzyczeć ze to parte... połozono mnie na łozku i kazano nie przeć... parcie przyszło później ale marne skucze nie pomagały... "pomógł" lekarz wypychając mała na skurczu... dziwne uczucie bo wogóle nie czułam jak mała przechodzi - za to słyszałam trzask nacinania... moje pierwsze słowa: "ale ona sina";-) i w tym momencie zapomniałm o bólu - połozono mi na brzuch córeczkę - krew z mojej krwi... byłam zaskoczona tym jak noworodek potrafi być silny... szycie przy lekarzu bucu bo inaczej go nie mogę nazwać ( podobno przeszkodzono mu w ogladaniu meczu) i cała reszta przestały być ważne - co absolutnie nie znaczy ze nie pamietam tej traumy - po prostu wraz z mała dostałam mega porcję energii - czułam się jak po wypiciu wiadra red bulla... po zbadaniu małej przez pediatrę zostalismy sobie w trójeczkę na sali porodowej... mogę napisac jedno - może dla niektórych poród to mistyczne przezycie, odpływanie na inna planetę itd... ale dla mnie to bardzo przyziemne i wrecz nieludzkie doświadczenie... moze gdyby nie bóle krzyzowe, moze gdyby to nie trwało blisko 16 godzin od odpływu wód... i wiem ze nie urodziłabym bez mojego męża - tego samego ktory najpierw kategorycznie był przeciwny porodowi rodzinengo, z biegiem czasu zgodził sie na obecnosc w I fazie ( ale jak zaczniesz rodzic to wyjde - moge EWENTUALNIE przeciąc pępowinę;-) a skonczyło sie na tym, że trwał przy mnie od prawie samego poczatku do samego końca... masując, polewając ciepła wodą, pocieszając, dopingując... jest moim bohaterem. _______________________________________________________________
sobota, 17 maja 2008
kalendarium...
Są takie daty które się pamięta całe życie - urodziny i imieniny tych, których kochamy, data poznania, ślubu itd... Z moją nienarodzona jeszcze córeczką związanych jest juz wiele dat - oczywiście z czasem niektóre zapomnę - dlatego takie małe kalendarium ciążowe: 10.09.2007 - to data drugiej rocznicy naszego ślubu, data mojego pierwszego nurkowania oraz - co najważniejsze - data poczęcia naszego Habibi:-) ( oczywiście pewności nie mam ale z wszystkich obliczeń, kombinacji i obserwacji tak wychodzi) 29.09.2007 - sobota rano- zrobiłam test ciążowy i zobaczyłam II :-) 02.10.2007 - pierwsza wizyta u ginekologa (5+1 t.c.) i pierwsze USG - na razie widac tylko malutki pęcherzyk ciażowy 18.10.2007- kolejne usg ( 7+3 t.c.) - w pęcherzyku widać "coś";-) 15.11.2007 - usg 11+3 t.c. - widzę, widzę... kurczaczka;-) jakby nie patrzeć to widzę kurczaczka:-) 23.11.2007 - usg I trymestru- bardzo dokładne, a moje dzieko nie wygląda juz jak kurczaczek tylko jak człowieczek i ma 7,2 cm 25.12.2007 - podczas noworocznej mszy czuję pierwsze ruchy:-) 04.01.2008 - usg pokazuje że będzie dziewuszka:-) chyba nie musze dodawać, że jest sliczna:-) 20.03.2008 - kolejne usg i bardzo dokładny obraz twarzy córeczki w 3D... a teraz... zakupy dzieciowe zrobione, wszystko poprane, wyprasowane i ułozone w komodzie... łożeczko złozone, karuzela i naklejki na ścianie zainstalowane, torba do szpitala zapakowana... termin mam na 3 czerwca i marzy mi się poród między 26 maja a 3 czerwca własnie:-) wczesniej nie bo trzyma mnie karencja ubezpieczyciela a zawsze 1000 zł na szczepionki by było, no i poumawiana jestem na ostatnie bezdzieciowe ploty ze znajomymi;-). Później nie bo to stres... Cała jestem czekaniem na owoc mojej miłości... ------------------------------------------------------------------------------------------
środa, 07 maja 2008
złosliwość rzeczy martwych...
w niedzielę mąz rozłozył nowy dywan a dzisiaj spadło mi na niego gorace żelazko - oczywiście sie poryczałam, bo było tak łądnie a teraz ciemna plama o kształcie żelazka... szlag by to :-(
poniedziałek, 05 maja 2008
Po długoweekendowo...
Skończylismy 36 tydzień ciąży... Starsznie szybko leci ten trzeci trymestr... Z pozytywów to mała chyba inaczej się ułozyła, bo skończyły się moje bóle kulszowe, co wcale nie oznacza że chodzę z gracją;-) Z minusów - cos mi się porobiło z głową bo zapomniałam hasła do banku i czeka mnie wizyta osobista ( mam nadzieję, że zdażę przed porodem). Weekend upłynął nam pod hasłem reorganizacja - a więc odświeżenie ścian, przesunięcie mebli, przygotowanie kącika dla małej, składanie komody, rozkładanie nowego dywanu - wszystko to oczywiście mąż... Moja działka to pranie i prasowanie, pranie i prasowanie... prasowanie... prasowanie... a i tak jeszcze 4 wsady czekają ( różowe, niebieskie, zielone i "wersja mix- eksperymentalna"). Nadal nie mamy fotelika i kilku pierdółek - kwestia jednego wyjscia z domu. Plus nowy fotel i zasłony ale to juz nie jest wydatek dzieciowy tylko taka zachcianka... W piatek mielismy pamiątkową sesję z brzuszkiem w plenerze... zaczeła się super - ciepło, słoneczko, trawka zielona... słoneczko szybko jednak zaszło i zaczął wiać przeraźliwie zimny wiatr:-( na samo wspomnienie mojego odsłoniętego brzuszka i bosych stóp w japonkach mam ochotę puknąć się w czółko - "głupia matka" - ale póki co nie ejstem przeziębiona więc może tak źle nie będzie... Został jeszcze miesiąc i chciałabym, żeby córka trzymała sie tego terminu - w każdym razie nie przed końcem 38 tygodnia bo nie jestem na TO gotowa __________________________________________________________
czwartek, 17 kwietnia 2008
Wczorajszy dzien pełen wrażeń...
cięzki dzień wczoraj miałam z córką... zaczeło się o 6 nad ranem - pobudka z mega-kopniakami a co gorsza z twardym, bolesnym brzuchem... po jakis 30 minutach się uspoiło a ja zasnełam do 9.00 Jak wstałam to problem wrócił - twardy brzuch taki jakby zakwaszony ( jak po treningu), nie pomagało leżenie, chodzenie, prysznic z ciepła wodą... zaczełam szukać info o slurczach i bólach brzucha w sieci ale jak to w necie skrajne informacje i skrajne rady - od " to nic takiego" do "pedem do szpitala" postanowiłam wiec zadzwonic do swojego ginekologa a on... powiedział zebym jechała do szpitala na ktg i ze dobrze by było nie urodzić jeszcze przez 2 tygodnie chociaz...
Szczerze powiem, ze spodziewałam sie usłyszec "prosze wziasc no-spe i sie połozyc" a tutaj słysze o porodzie...
no i się rozpłakałam... w dodatku mój maz setki kilometrów od Krakowa... poczekałam na siostrę i pojechałysmy na Kopernika Wybrałam klinike bo i ciaza wczesna ( jak na poród) i lekarza mam z Kliniki wiec liczyłam na to ze mnie potraktuja powaznie... na szczescie nie było ludzi - najpierw połozna sprawdziła czy słychac serce i zmierzyła mi cisnienie... przyszedł lekarz - zbadał mnie " od dołu" - na zwykłym lózku... zabrała na usg gdzie się okazało ze z mała jest wszytsko w porządku, ułozona jest głowa w dół, łożysko się nie odkleja... potem ktg - chociaz podczas jego mierzenia 3 razy bolesnie mi sie spiał brzuch to aparat żednych skurczy nie zarejestrował... wiec to nie macica daje mi się we znaki - według lekarz moze to być spowodowane gwałtownymi ruchami dziecka i faktycznie - mała dzisiaj jest bardzo ruchliwa...
diagnoza to podwoic dawkę magnezu i duzo odpoczywać...
kamień z serca - teraz juz wiem co to znaczy bac się o dziecko...
w dodatku okazało się że Patka wazy już 2500g.... jak na 33+2 tygodnie ciązy to chyba dosyc dużo... za to dzisiaj dla odmieny nie mogę chodzić - to chyba efekt leżenia wczoraj na ktg na mega-niewygodnym ( czyt.: miękka pianka i twardy stelaż wpijający się w ciało) łozku - no i wysiadł mi nerw kulszowy... za chwilę umrze moje zycie towarzyskie - wczoraj zamiast na pizzy wylądowałam na Izbie Przyjęć, dziaisj zamiast lodów - łożeczko... mam nadzieję, że jutro będzie lepiej bo legitymacja ubezpieczeniowa czeka na nowa pieczatkę ( swoja droga to chore zeby była wazna tylko miesiąc) -------------------------------------------------------------------------------------------
niedziela, 13 kwietnia 2008
Baba w babie...
Jedna baba ma 175 cm i dobija do 70 kg... z czego do tej drugiej baby nalezy tak ze 2 kg... niegdy nie byłam gruba, nawet z nadwagą i dziwnie się czuję z takim wielkim brzuchem i totalna lustrzycą... sesja brzuszkowa dopiero za 2 tygodnie - troche szkoda, że nie wczesniej ze sportowym brzuszkiem... no ale trudno... Czwartkowa wizyta u gina pokazała, że szyjka długa i zamknięta - i niech tak zostanie chociaz do końca 38 tygodnia... chociaz i tak obstawiam, że mała urodzi się albo w Dzień Dziecka albo w moje urodziny ( 4 czerwca). Skończyły się zajęcia w szkole rodzenia - trochę żałuję bo i czas szybko leciał i ludzi fajnych się poznało i trochę mi się w głowie rozjaśniło... no i psychicznie lepiej się czułam będąc blisko lekarzy dwa razy w tygodniu... Tymczasem przede mną cały tydzień inkubowania w samotności bo mąż wyjechał na szkolenie - nie dość, że drugi koniec Polski to jeszcze z zasięgiem tam kiepsko... Wczoraj trochę zmęczona życiem okręconym wokół brzucha kupiłam Avanti- i przynajmniej wyobrażam sobie w co bym sie ubrała gdybym była chuda...;-) -----------------------------------------------------------------------------------------
czwartek, 03 kwietnia 2008
Patrycja inside...
W piatek byłam na usg w 31 tygodniu ciąży - wszytko w najlepszym porządku, widziałam buźkę mojej córeczki w 3D i chyba nie muszę pisać że była sliczna a ten widok wrył mi się w pamięć... płeć po raz kolejny potwierdzona więc imiona juz wybrane - Patrycja Helena... Patrycja to chyba jedyne imię które podoba się i mnie i mężowi, poza tym fajnie się zdrabnia - Pati, Patka, Patula... a Helenka na cześć mojej zmarłęj babci... W poniedziałek pojechaliśmy na luzie zamówić wózek i... sie okazało ze x-lander xa jest nie do zdobycia... szczególnie w moim wymarzonym czerwonym kolorze...cały dzien poświeciłam na obdzwanianie/mailowanie sklepów internetowych ale wszędzie info ze beda dopiero poczatkiem maja albo i pod koniec... za duzo nerwów jak dla mnie... na szczęście udało mi się zarezewowac dwa - jeden wymaga jazdy do Częstochowy, drugi jest w Krakowie ale trochę od dupy strony - najpierw gondola+ stelaż a dopiero w maju spacerówka... no ale nie trzeba jechać daleko... Baby-boom widoczny wyraźnie i na ulicach i w sklepach - kupiliśmy materacyk do łozeczka jeden z 3 ostatnich, rożek feretti ale bez wkąłdu kokosowego bo brakło, także na łozeczko muismy czekać do końca tygodnia... Dwie noce temu moja ułozona głowka do dołu córcia postanowiła zrobić fikołka i... nagle obudziła mnie czkawka pod moją przeponą... wczoraj wróciła juz do pozycji nietoperza, za to strasznie chciała się pochwalic jaka ma zgrabna stópkę i usilnie ją starała się wypchać pod moim prawym żebrem - nawet łaskotki nie pomagały;-) Powoli zaczynam się bać - nie samego porodu bo to dla mnie abstrakcja ale tego, że nie zdążę ze wszytkim, że nie będzie miejsca w szpitalu, że mąż będzie poza Krakowem jak się zacznie, wszystkich powikłań itd... teoretycznie zostały prawie 2 miesiące - w praktyce magiczny 38 tydzień minie w połowie maja a bardzo, bardzo nie chciałabym urodzić wczesniej... ze spraw innych- jedziemy po weekendzie zakupic farby do naszego nowego mieszkania - zaczynamy od malowania pokoju małej chociaz nieprędko w nim zamieszka;-) i tak co bysmy nie robili i tak w mianowniku jest nasza córka:-) -------------------------------------------------------------------------------------------
wtorek, 04 marca 2008
Witamy 7 miesiąc...
A powitalismy go w Szkole Rodzenia - niestety ja byłam bez meża ( jako jedna z nielicznych) i mam nadzieję, że to się nie powtórzy bo mąż łakny wiedzy tak samo jak ja. Muszę się powstrzymywać przed kupieniem całej wyprawki w tydzień, bo co beę robić przez całe trzy miesiące?;-) ale nie jest to łatwe bo tyle rzeczy kręci i nęci... póki co wykorzystuję oakzje i wyprzedaże... wózek miał byc uzywany ale babcia sie ofiarowała zasponsorowac nowy więc czekamy do kwietnia/maja żeby gwarancja bez sensu nie leciała... Mała zaczyna się kształcic muzycznie - słucha z mamą rocka, a mama z córką - muzyki Bobasa - ale córka raczej przy tym spi, wiec moze sie przyda do zasypiania jak będzie po tej stronie brzucha... Mała Pati jest nabardziej ruchliwa późnym wieczorem, tak koło 23.00 i nas ranem - ok. 4-5 daje wtedy popis kuksańców i wykopów - przez dzień ledwo co machnie nogą - najwyraźniej po to żeby uspokoić ześrowonaną matkę;-) ----------------------------------------------------------------------------------------
sobota, 23 lutego 2008
Jeszcze 100 dni...
Pozostało 100 dni - tyle pokazał mój ciążowy tickerek... A ja dopiero teraz uświadamiam sobie co miała na myśli moja mama kiedy zawsze powtarzała, że matka boi sie o dziecko całe swoje zycie - na samym jego poczatku kiedy jeszcze nic nie wiadomo, i kiedy idzie do szkoły, jedzie na pierwsze kolonie - i nawet w dorosłym zyciu kiedy wsiada w samolot i leci zwiedzać świat... ja sie boję coraz bardziej chociaz w granicach zdrowego rozsądku - bo niby dlaczego cos ma byc nie tak skoro wyniki są dobre itd... ale dla mnie to aż 100 dni... 100 kolejnych niewiadomych... tak du zo i tak mało jednoczesnie -----------------------------------------------------------------------
wtorek, 19 lutego 2008
Trudniej kupic wózek niz samochód...
Temat wózka spędza mi sen z powiek - a tak naprawdę zejmuje całe poranki, bo od tygodnia jestem na L4... Nie byłam przekonana czy to dobry moment ale coraz bardziej upewniam się, że tak - czasami moje biedne kości odmawiają współpracy i chodzę jak kaczka z przetracona nóżką... no i teoretycznie mam duuużo czasu na ksiązki, filmy, uczenia sie instrukcji obsługi dziecka;-))) tymczasem cały tydzien te wózki... jak juz byłam zdecydowana w 99% na x-landera xa to teraz naszły mnie wątpliwości- że za cięzki, że gondolka za mała, że może lepiej jakis tanszy typu Ox-ford mikado bo i tak później trzeba bęzie kupic małą, lekką parasolkę... prawie się pokłóciłam z PM'em o te wózki bo on uważa, że co ja wybiorę to będzie dobrze, a ja wcale nie ejstem przekonana do żadnego ze swoich wyborów... jak się skończy temat wózka to na horyzoncie już widnieje temat remontu i wszytkiego co związane z parkeitami, ścianami i meblowaniem... i tak się kręci - monotematycznie bardzo --------------------------------------------------------------------------------------
|
|